Drobna dziewczyna szybko przemierzała szkolny korytarz w poszukiwaniu sekretariatu, to jej pierwszy dzień w nowej szkole, a już się spóźniła. Była na siebie zła, jej budzik nie zadzwonił, więc po prostu zaspała. Rozglądała się na wszystkie strony, przez co nie zauważyła zbliżającej się w jej stronę dziewczyny.
-Szukasz czegoś?- zapytała wesoło blondynka z pięknymi brązowymi oczami i idealną figurą. Dziewczyna pochłonięta była swoimi myślami, w dodatku była tu nowa, więc dopiero po chwili zorientowała się, że owe pytanie było skierowane właśnie do niej.
-Yyy, tak, szukam sekretariatu szkolnego, mogłabyś wskazać mi drogę?- zapytała niepewnie. Nigdy niebyła dobra w komunikacji między ludzkiej, wolała trzymać się na uboczu, z dala od wszystkich, tak aby nikt nie miał możliwości poznania jej, bo tak było bezpieczniej.
-Chodź, zaprowadzę cie i tak mam niedaleko lekcje.- powiedziała chwytając ją pod łokieć, na co ta się wzdrygnęła, jednak nic poza tym. Pamiętaj, nie możesz się zdradzić.- Jesteś tu nowa, tak?- zapytała urocza blondynka. Dziewczyna pokiwała głową w odpowiedzi.- Jestem Cathrine, ale wolę, jak ludzie mówią mi Cat.- powiedziała wystawiając rękę w kierunku 'nowej.'
-Caroline, ale mów mi Car.- uścisnęła dłoń koleżanki.
-To tutaj, sekretariat. Hej, a co ty na to, żebym na ciebie tu poczekała, a później pomogę ci znaleźć klasę? A w czasie lunchu mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz!- zaproponowała radośnie. Ileż ona miała w sobie energii. Na usta brunetki mimowolnie wstąpił szeroki uśmiech.
-Będzie mi miło.- odparła pukając do drzwi. Kiedy usłyszała donośne 'proszę' pociągnęła za klamkę i nie patrząc co robi zderzyła się z czyimś torsem. Straciła równowagę, jednak przed upadkiem ochroniły ją czyjeś silne ramiona. Podniosła wzrok i dostrzegła kilka centymetrów przed swoją twarzą cudowne, głębokie tęczówki, patrząc w nie poczuła się jakby wylądowała na innej planecie, przypominały jej ocean, piękny, bezkresny i niezależny.
Chłopak wpatrywał się w nią z troską i zaciekawieniem, nigdy wcześniej jej tu nie widział, więc wnioskował, że jest nowa w szkole. Wiedział, że sytuacja w jakiej się znajdują nie jest dla niej zbytnio komfortowa, więc czym prędzej pomógł jej stanąć na nogi, wtedy mógł się jej przyjrzeć. Drobna szatynka z falującymi włosami luźno opadającymi na plecy, była od niego niższa o jakieś 15 cm, miała śliczne, różowe usta, które aż prosiły się o pocałunek, ale to jej oczy sprawiły, że przeszedł go dreszcz, przypominały mu fabrykę czekolady, widział w nich tyle emocji.
-O matko, Caroline, nic ci nie jest?!- wykrzyknęła Cat podbiegając do koleżanki. - Luke, mogłeś zrobić jej krzywdę!- popatrzyła na niego surowo.
Więc chłopak z bezkresnym oceanem w oczach to Luke...
Więc mała fabryka czekolady należy do Caroline...
-Przepraszam, nie zauważyłem cię.- wyznał. Dźwięk jego głosu sprawił, że przeszły ją ciarki, był taki głęboki i męski. Nie zauważył mnie, może inni też dadzą mi spokój. Trochę zabolały ją jego słowa, ale chciała tylko przeżyć ten licealny koszmar w spokoju. Zmiana szkoły na rok przed maturą nie jest łatwa, ale z gorszymi rzeczami dawała sobie radzę, dużo gorszymi. Podnosząc na niego swój wzrok ujrzała tę cudowną blond czuprynę.
-Nic się nie stało, to ja jestem straszną niezdarą.- wyjaśniła cicho. Przypatrywał się jej, widział w jej oczach obawę, jakby miała jakiś sekret, którego za wszelką cenę broniła. Było w niej coś, co go przyciągało, sprawiało, że chciał być bliżej, chciał czuć więcej i bardziej.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską, nie chciał, żeby mu tu zaraz zemdlała.
-Jest dobrze, naprawdę.- uśmiechnęła się blado.- Przepraszam, ale muszę już iść.- wskazała niepewnie głową w stronę drzwi.
-No tak, ale mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.- powiedział uśmiechając się przez co ukazał swoje dołeczki oraz idealnie równe zęby. Jak można być tak perfekcyjnym?
-Na pewno wszystko w porządku?- zapytała Cat. Dziewczyna pokiwała głową i ponownie zapukała do drzwi. Wchodząc do pomieszczenia obejrzał się jeszcze przez ramię wyłapując na sobie spojrzenie niebieskich tęczówek.
***
Kiedy weszła do stołówki uderzył w nią gwar rozmów, uczniowie wszystkich klas zebrani byli w jednym pomieszczeniu w celu konsumpcji posiłku. Rozglądając się po sali dostrzegła kilka zbiorowisk wyraźnie odróżniających się na tle innych grupek. Jej wzrok przykuł wysoki blondyn ubrany w strój reprezentacji szkoły, była pewna, że to ten sam chłopak, który ochronił ją rano przed upadkiem. Luke. Dopiero teraz zauważyła, jak dobrze był zbudowany. Otoczony był kilkoma osobami, zapewne kolegami z drużyny.
-Car, tutaj!- usłyszała donośny głos Alex, która machała do niej z drugiego końca sali. Biorąc głęboki oddech zaczęła przeciskać się pomiędzy uczniami, gdy w końcu dotarła na miejsce.- Ok, Car, to jest Nancy, Nancy to Car.- powiedziała dziewczyna wskazując na rudowłosą piękność siedzącą obok niej.
-Hej, miło mi.- uśmiechnęła się robiąc jej miejsce, aby mogła usiąść.
-Cześć, mi również.- odwzajemniła uśmiech.
-Skąd właściwie przyjechałaś?- zapytała Cat wpatrując się w nią z zaciekawieniem wypisanym na twarzy.
-Z Londynu.- odpowiedziała lakonicznie. Nie lubiła tłumów, nie chciała też mówić o sobie, więc nieczuła się tu zbyt dobrze.
-Ok, jak zjemy, to chętnie cię z Cat oprowadzimy.- powiedziała uśmiechnięta Nancy widząc, że dziewczyna nie ma ochoty odpowiadać na kolejne pytania.
-Dziękuję.- wyszeptała Car pochylając się w jej stronę.
Może nie wszyscy są tacy źli?
***
O dziwo bardzo się jej spodobał ten spacer po szkole, dowiedziała się kilku ciekawych rzeczy, m.in. tego, że mają tu różne ciekawe zajęcia dodatkowe, pozwalające się rozwijać, ale najbardziej spodobała się jej perspektywa szkolnego akademika.
-Idźcie się przebierać, inaczej wpiszę wam spóźnienie!- krzykną wysoki mężczyzna, który bardzo irytował Car. Już go nie lubię. Nie dość, że samo ćwiczenie na w-f'ie było dla niej utrapieniem, to jeszcze trafiła na okropnego nauczyciela.
-Lepiej rób co mówi, jest strasznie upierdliwy i potrafi się uwziąć.- doradziła jej Nancy, którą naprawdę polubiła. Pokiwała głową w zrozumieniu. Wszystkie dziewczyny zaczęły kierować się w stronę szatni.
-Ja muszę iść do toalety.- powiedziała czując narastającą panikę.
-Może najpierw się przebież.- zaproponowała Cat wyjmując ciuchy z plecaka.
-Chodź, pójdę z tobą.- powiedziała rudowłosa wywracając oczami. Dziewczyna sięgnęła po plecak i pozwoliła poprowadzić się koleżance do łazienki.- Jezu, uwielbiam Cat, ale ona jest taka niedomyślna.- zaśmiała się, a Caroline pobladła.
-Jak to niedomyślna?- zapytała z trudem panując nad głosem.
-Myślałaś, że ja też się nie domyślę?- zapytała Nancy podnosząc do góry brew. Car czuła jak strach wystrzela w jej żyły. Co zrobiła źle? Czym się zdradziła? Jakim cudem dziewczyna się domyśliła?- Masz miesiączkę, tak?- Car poczuła jak jej ciało się odpręża. Ona o niczym nie wie.
-Tak, tak, dokładnie.- powiedziała na wydechu.
-Dobrze cie rozumiem, też nie lubię wtedy się przebierać przy wszystkich.- uśmiechnęła się przyjaźnie rudowłosa.
Dziękuję.- wyszeptała Car wychodząc z kabiny.
-O, już się przebrałaś? To dobrze, mogłybyśmy nie zdążyć, a zaufaj mi, nie chciałabyś poznać go od tej niemiłej strony.- zaśmiała się, kierując się na szkolne boisko.
-To oznacza, że teraz był miły?- zapytała zdziwiona brunetka.
-Ha ha ha, tak Car, był słodziutki.- brunetka również mimowolnie się uśmiechnęła.
Cieszyła się, że Nancy nie skomentowała jej stroju, no bo w końcu długie spodnie przy 25 stopniach to nie najlepszy wybór, ale ona innego nie miała.
-No dobra, zbiórka!- krzyknął nauczyciel, a wszystkie dziewczyny stanęły w dwuszeregu.- Tych, którzy mnie nie znają informuję, nazywam się Mark White i uczę was wychowania fizycznego, nie toleruję lenistwa i obijania się, czy wyraziłem się jasno?- zapytał stając naprzeciwko Car, bardzo blisko dziewczyny, dla niej stanowczo za blisko. Zebrała się w sobie i pokiwała niepewnie głową, czuła jednak, że jeżeli mężczyzna zaraz się od niej nie odsunie, to wybuchnie żałosnym płaczem.
-Trenerze!- usłyszała ten cudowny głos, należący do chłopaka, który już drugi raz dzisiejszego dnia ratuje jej skórę.
-Lukas, czegoż trzeba naszemu kapitanowi?- zapytał mężczyzna po trzydziestce podchodząc w jego stronę. Brunetka wypuściła długo wstrzymywane powietrze, popatrzyła na swojego wybawiciela, który rozmawiał z nauczycielem.
Chłopak spojrzał na piękną brunetkę i puścił jej oczko, wiedział jak potrafi być White dla nowych i wolał, aby dziewczyna uniknęła tego, nie wiedział właściwie dlaczego, ale zależało mu na tym, aby czuła się komfortowo w szkole a w szczególności w jego towarzystwie.
***
Nie mogła skłamać, że nie spodobał się jej wyraz twarzy pana Whita, kiedy podczas treningu prawie pobiła rekord szkoły, najbardziej cieszyło ją to, że wiedziała, że stać ją na więcej.
-Ok, dziewczyny, zapraszam na trybuny, na boisko wchodzi szkolna drużyna!- ogłosił jeden z nauczycieli.
Jako pierwszy na boisko wyszedł Lucas, który jak zdążyła się zorientować był jej kapitanem, zaraz po nim wyszli pozostali, niektórych z nich kojarzyła ze stołówki, innych widziała pierwszy raz. Zaraz za sportowcami wyszła drużyna cheerleaderek, która miała swoją próbę. Dziewczyna obserwowała, jak jedna z nich podchodzi do Luka, widziała jak bardzo pragnęła jego uwagi, przez co uznała ją za żałosną. Uśmiechnęła się widząc jak chłopak ją odtrąca.
-To Jessica, była Luka.- wyjaśniła Nancy siadając obok niej.- Byli razem przez pół roku, rozstali się trzy miesiące temu, on z nią zerwał, a ona nie może się z tym pogodzić.
-Jest żałosna.- skomentowała brunetka, zanim zdążyła ugryźć się w język. Nie chciała robić sobie wrogów chciała być niewidzialna. Spojrzała na rudowłosą ze zmieszaniem, jednak ta się jedynie zaśmiała.
-Spokojnie, też tak sądzę.- powiedziała na co Car się uśmiechnęła.
Kiedy zadzwonił dzwonek dziewczyny wstały z trybun, Caroline skłamałaby mówiąc, że nieczuła przeszywającego spojrzenia Lukasa na plecach.
***
Pierwszy dzień szkoły nie należał to najłatwiejszych. Wracając do domu zastanawiała się jakie piekło ją tam czeka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz